Rajd Rzeszowski 7-8.08.2009

home

Grzyby rosną nawet bez deszczu


Ze sporym opóźnieniem, bo zaraz po rajdzie wakacje w końcu nadeszły, ale napiszę...
Napiszę że to co na Rajdzie Rzeszowskim najbardziej rzucało się w oczy, to medialny rozmach niewidywany ostatnio w naszym rajdowym światku.
Były dwa superoesy: jeden miejski w Rzeszowie, drugi na terenie browaru sponsora. Była telewizja i bezpośrednia relacja w lokalnej TVP Rzeszów. Był Hołek jako gość specjalny. I było wreszcie dużo startujących załóg, dzięki temu że rajd połączył Mistrzostwa Polski z Mistrzostwami Słowacji.

Dzięki dużej liczbie zagranicznych załóg można było poczuć powiew świeżości, bo właściwie od dłuższego czasu u nas nowych zawodników prawie nie przybywa... a jedynie ubywa. Dobrze się więc stało że można było podziwiać inne niż zwykle rajdówki, a zdarzyła się nawet Skoda WRC startująca regularnie na Słowacji. Miło też było patrzeć, że na naszym terenie Słowacy dostają baty od polskiej czołówki.

Rajd wygrał dość łatwo po raz drugi z rzędu Grzegorz Grzyb okazjonalnie startujący Peugeotem 207 S2000. Już na pierwszym oesie ubyli mu najgroźniejsi konkurenci: Bryan Bouffier miał awarię samochodu, Leszek Kuzaj zmieniał koło na trasie, a Tomek Kuchar oesu nie przejechał przez wypadek jadącego przed nim Andrasa Hadika. Oes przerwano, a Kuchar, tak jak pozostali kierowcy, zaczęli rajd ze stratą ponad 30s. Potem Grzyb już tylko spokojnie kontrolował sytuację, a reszta walczyła o pozostałe pozycje.
Drugiego dnia do walki powrócił Bouffier i jak zwykle popisywał się świetną jazdą, zostawiając w tyle swoim Lancerem wszystkie Peugeoty S2000. Dzięki temu nadal pozostal liderem RSMP, ale bardzo zbliżył się do niego Kuchar, który w generalce Rzeszowskiego zajął 2-gie miejsce po równej jeździe przez całe 2 dni.
Podium Rzeszowskiego uzupełnił Kajetan Kajetanowicz, kóry dokonuje cudów za kierownicą swojego Subaru, co coraz wyraźnej widać gołym okiem, bo Kajto przed zakrętami dohamowuje naprawdę w ostatniej chwili. Miejmy nadzieję że umiejętności których nabywa w obiektywnie słabszym samochodzie, zaprocentują kiedyś gdy dostanie swoją szansę w aucie w którym da się wygrywać.
Najszybszy ze Słowaków Josef Beres zajął 7-me miejsce. Może nieco rozczarował, ale jechał na tych trasach po raz pierwszy i myślę że podobnie by wypadli w takiej sytuacji kierowcy naszej czołówki na jego terenie. Niemniej zaproszenie słowackich rajdowców było bardzo dobrym pomysłem, a sponsor planuje podobno na przyszły rok dołączyć jestrze Mistrzostwa Węgier. Czekamy niecierpliwie i mamy nadzieję że inne rajdy będą kopiować świetną inicjatywę Rzeszowskiego.

I jeszcze jedno sponsorom się udało. Po raz pierwszy od kiedy jeżdżę na rajdy, na Rzeszowskim nie padało :)