Rajd Polski 24-28.06.2009

home

Wurce przeleciały nad Mazurami


No i doczekaliśmy się. Mistrzostwa Świata w Polsce. Cała czołówka WRC pokazała tym, którzy jeszcze nie mieli okazji zaobaczyć, że ogądanie ich w akcji to całkiem inna bajka niż kibicowanie zawodnikom w RSMP. I niekoniecznie chodzi tu o przepaść między klasą zawodników, choć oczywiście i tu różnica jest wyraźna, ale o możliwości tych niezwykłych samochodów.

Wystarczyło stanąć na niemal dowolnym wzniesieniu żeby widzieć że samochody niekoniecznie przez wiekszość czasu jadą po ziemi. WRC na mazurskich trasach latały. To musi być specyficzne, bardzo stresujące ale i niezwykle pobudzające uczucie, jechać z prędkościami ponad 150 km/h, co chwilę wzbijać się w powietrze i z impetem opadać na ziemię... i to nie tylko na prostych. Za to kierowcy tak kochają trasy Finlandii i za to też polubili nasze.
Jedynym mankamentem była nawierzchnia, która w wielu miejscach podczas drugiego przejazdu była niemal nieprzejezdna dla samochodów niższych klas. Ale dali radę, choć nie do końca wiem jak, bo miałem okazję przejechać oesem po jego zakończeniu i koleiny były tak głębokie, że trzeba się było nieźle napracować żeby nie zawisnąć na podwoziu. Ale dla wurców było jeszcze nieźle. Inni też niby trochę narzekali, ale i tak byli bardzo zadowoleni. Malcolm Wilson powiedział, że dawno nie widział tak uśmiechniętych wszystkich zawodników w parku serwisowym.
Cieszy nas to niezmiernie, bo daje nadzieję że WRC do nas wróci i znów bedziemy otwierać szeroko oczy ze zdumienia podziwiając kosmiczną technologię i kunszt kierowców. A na 66 Rajdzie Polski wrażenia spotęgował fakt, że ku zaskoczeniu wielu widzów, dało się podejść naprawdę blisko do trasy i poczuć dosłownie na sobie pęd przelatujących maszyn. Cieszy to niezmiernie, bo frajda była nieziemska a i bezpieczeństwo skutecznie zachowane.

Jak jest relacja, to powinno byc też coś o wynikach, ale przyznam że w tym wypadku była to dla mnie sprawa drugoplanowa. Owszem, w pamięci pozostanie ‘pieniek Loeba’, ostatni oes Latvali, czy przedziwne przygody Nowikowa na trasie. Zapamiętamy że pierwszy rajd WRC w Polsce wygrał Mikko Hirvonen. Dla nas w pamięci powinna pozostać rewelacyjna walka Hołka w sobotę i niedzielę. Cieszmy się z jego 6-tego miejsca – to naprawdę rzadkość że lokalny kierowca daje radę wbić się do czołówki rajdu WRC i nie można tego niedocenić.
Jednak najważniejsze było to że u nas byli, jechali pięknie, latali wysoko, dawali radość bardzo licznie zgromadzonej publiczności, która z kolei sprawiła że kierowcom uśmiech rzadko schodził z twarzy, gdy mijali na długości całej trasy szpalery ludzi po obydwóch stronach drogi.

Wróćcie do nas za 2 lata i znów będzie wszystkim tak samo świetnie, a może jeszcze lepiej :)