Powrót do żywych
Jestem znów wśród żywych – powiedział na mecie Leszek Kuzaj, zwycięzca Rajdu Lotos Baltic Cup. I cały rajd stał pod znakiem takich pozytywnych powrotów.
Przede wszystkim sam rajd wrócił do cyklu RSMP, po rocznej przerwie niezrozumiałej dla większości kibiców. I potwierdziło się że to jedna z najbardziej widowiskowych i wymagających eliminacji mistrzostw. Było na co popatrzeć choć pogoda specjalnie nie rozpieszczała.
Na szczyt wrócił Leszek Kuzaj. To jego pierwsze zwycięstwo od ponad roku, od Rajdu Magurskiego 2008. Po serii niepowodzeń, pamiętnych dzwonów, w tym tragicznego grudniowego wypadku w Czechach, po zawieszeniu kariery na kilka miesięcy, Kuzaj znów numerem 1. Przełamał się, pokonał wewnętrzne przeszkody i za to przede wszystkim wielkie gratulacje.
Na szczyt wrócił także Bryan Bouffier. Mistrz Polski jeździ w tym roku samochodem słabszym, ale pokazuje że i tak nie odda łatwo tytułu zdobytego dwa lata z rzędu. Nie wygrał ani Elmotu, ani Lotosu, ale jedzie cały czas równo i to sprawia że w klasyfikacji generalnej znów jest na czele. A do tego pokazuje swoją jazdą że to miejsce mu się absolutnie należy. Na Lotosie jako jedyny podjął walkę z Kuzajem, pozostali kierowcy zostali dość wyraźnie w tyle. I mimo wielu startujacych Peugeotów S2000, to on był drugi na mecie w swoim Mitsubishi.
Powrócił po dłuższej przerwie także Zbigniew Staniszewski, który startuje tylko na szutrach i było to dla niego przede wszystkim przygotowanie do Rajdu Polski. Przygotowania wypadły chyba pomyślnie skoro zajął trzecie miejsce.
Dla Michała Sołowowa był to też rajd pod znakiem powrotu... z odległego miejsca po pechowym nawrocie na którym się skutecznie zakopał na ponad minutę, przebijał się przez cały rajd w górę tabeli, aby zakończyć na doskonałym w tej sytuacji czwartym miejscu.
Do czołówki powrócił Maciej Oleksowicz, który całkiem dobrze odnajduje się w nowym dla siebie samochodzie. Słabiej niestety tym razem spisał się Kajto. Zobaczymy czy lepiej znów mu pódzie na karkonoskich asfaltach.
Trudy rajdu odczuł z kolei boleśnie Tomek Kuchar, który byłby na podium, gdyby nie awaria na przedostatnim oesie. Dojechal do mety, ale spadł aż na 7 miejsce. Bracia Bębenek również nie mogą zaliczyć tego rajdu do udanych. Notowali czasy ze ścisłej czołówki jeśli tylko samochód był sprawny. Jednak na wielu oesach widzieliśmy ich z włączonymi światłami awaryjnymi sygnalizującymi defekt. Może na Rajdzie Polski znów będzie lepiej.
Lubię szutry. Lubię te kręte, nierówne drogi, podbicia i hopy. Lubię ten kurz unoszący się za samochodami i żwir sypiący się spod kół. To dobrze że Rajd Lotos znów gościł najlepszych polskich kierowców i mam nadzieję, jak większośc polskich kibiców, że tak już zostanie na dłużej.
A za chwilę największa uczta kibica rajdowego. WRC na szutrach mazurskich. Najlepsi kierowcy świata i jedna z ostatnich okazji podziwiania tych cudownych maszyn w akcji. Niech jedzie kto może. Bliżej już nie będzie. A co pokaże Hołek...?
|