Powrót do rzeczywistości
Niełatwo się przestawić z podziwiania wyczynów wurców, na kibicowanie garstce samochodów, które były tylko tłem podczas niedawnego Rajdu Polskiego.
Do Karkonoskiego wystartowały tylko 34 załogi... cóż, to więcej niż w zeszłym roku. Chciałoby sie więcej, ale taki stan rzeczy ma też swoje zalety. Można obejrzeć dużo oesów jeśli organizator odpowiednio ułoży harmonogram, a tym razem tak było. W zeszłym roku czasowo było tak ciasno, że wróciłem do domu zawiedziony, bo widziałem podczas całego rajdu tylko niepełnych 5 odcinków jeżdżąc w stresie że nie zdążę na następny. W tym roku tyle samo mogłem bez nerwów zobaczyć już w sobotę. Za to dla Automobilklubu Karkonoskiego brawa. Tym bardziej że jeśli ktoś chciał zostać w jednym miejscu to też praktycznie przez cały dzień się nie nudził. Po RSMP startowały licznie obsadzony puchar RPP oraz Lausitz Cup.
Co jeszcze się podobało? Niewątpliwie oes przez malowniczą zaporę na zbiorniku pilichowickim – unikat na skalę światową. Superoes w Jeleniej Górze – szczególnie dla kibiców, którzy na codzień nie pasjonują się rajdami, nie wiedzą jak to wyglada i nie czują tych emocji co stali bywalcy. Rośnie serce gdy słyszy się obok siebie reakcje ludzi, którzy po prostu do tej pory nie widzieli jak się pokonuje ciasne nawroty :)
Ale też i smutno. Smutno że drugiego dnia po wypadnięciu kilku kluczowych załóg pozostało śledzić tylko walkę o zwycięstwo między Kucharem i Bouffierem i o 3. miejsce między Sołowowem i Kajetanowiczem. Za nimi też była walka, ale między zawodnikami których zwykle na punktowanych miejscach się nie widziało.
Ostatecznie wygrał mistrz Bouffier. Wygrał w tym roku po raz pierwszy, ale wyraźnie prowadzi w klasyfikacji generalnej mistrzostw. W każdym rajdzie jeździ równo, bez większych awarii i mimo słabszego niż w zeszłym roku samochodu, nadal daje radę naszym ‘mistrzom’. Nie wygrywa już z przewagą ponadminutową tak jak to było w Peugeocie 207 S2000, ale jedzie tak żeby wystarczyło. Na Karkonoskim przez cały czas wraz z Kucharem notowali prawie identyczne czasy na każdym oesie. Jednak na ostatnim Francuz jakby stwierdził że koniec zabawy, trzeba zapewnić sobie zwyciestwo i był szybszy o 5s. Gratulujemy, podziwiamy i żałujemy że sympatyczny Bryan nie ma budżetu na starty na arenie światowej, bo na pewno i tam mógłby odnosić sukcesy. Jak ktoś powiedział – to taki nasz lokalny Loeb. Póki co pokazał zeszłorocznemu pracodawcy jakim błędem było zwolnienie go z posady, bo teraz będzie odbierał punkty Peugeotowi i nie pozwoli na powtórzenie sukcesów tego teamu z ostatnich dwóch lat.
Podium ostatecznie uzupełnił Sołowow, choć bardzo niewiele brakowało by mu je odebrał na ostatnim oesie Kajto. Za nimi Typa z życiowym sukcesem... ale z kim miał się ścigać? Kuzaj znów z urwanym kołem, Bębenek wyjątkowo też. Byłoby ciekawiej gdyby dojechali do mety, bo pierwszego dnia walczyli znakomicie, w czołówce było bardzo ciasno a lider zmieniał się z oesu na oes.
Niestety drugiego dnia ich brakowało... może na Rzeszowskim walka będzie trwała dłużej.
|