Driftem przez Góry Sowie
No i było pięknie. Spóźniona inauguracja RSMP wypadła wyjątkowo ciekawie. Ci co byli widzieli, a w sobotę publiczność dopisała tłumnie, pomimo deszczowej pogody, dzieki której jednak mogliśmy obejrzeć naprawdę szczególny spektakl.
Na niepowtarzalnych serpentynach Gór Sowich, a w szczególności na brukowych patelniach, oprócz twardej walki oglądaliśmy tym razem wyjątkowo miłe dla oka kibica widowisko. Słynne nawroty niemal każdy samochód pokonał bokiem, niezależnie od tego czy napędzany na wszystkie koła, czy na przednią czy tylnią oś. Nie wyobrażam sobie nikogo interesującego się choć trochę rajdami, kto by nie wracał z kostki walimskiej z szerokim uśmiechem na twarzy.
Poza wizualną ucztą stworzoną do spółki przez zawodników, aurę, piękne miejsca i oczywiście kibiców, mieliśmy także nie lada emocje sportowe. Po raz pierwszy rajd został rozegrany w nowej formule punktacji. Osobno klasyfikowane 2 dni sprawiły, że walka trwała od pierwszego do ostatniego oesu. Walczyć było o co, bo punktów do klasyfikacji mistrzostw jest teraz na każdym rajdzie do rozdania naprawdę dużo.
Pierwszego dnia ostro zaczął Leszek Kuzaj. Wszyscy się zastanawiali czy nadal będzie w stanie szybko jeździć po tragicznym zakończeniu zeszłego roku – pokazał że tak. Wygrał 3 z 4-ech pierwszych oesów, by niestety dzień zakończyć na 5-tym przez pęknietą po podbiciu felgę. Dzień pierwszy wygrał Tomek Kuchar, jadący w samochodzie przygotowanym przez Peugeot Sport Polska. Wygrał minimalnie przed Kajetanowiczem. Wszyscy doskonale wiemy, że Kajto jest niezwykle szybkim kierowcą, ale nikt się nie spodziewał że da radę się ścigać na tak wysokim poziomie w Subaru Imprezie N14, która w zeszłym roku była dla rajdowców kompletnym niewypałem.
Dzień drugi to ruletka pogodowa. Deszcz prawie wszystkich zaskoczył na pierwszej pętli na slickach – czyli oponach przeznaczonych zdecydowanie na suchą nawierzchnię. Jednak dzięki temu mieliśmy niepowtarzalną okazję podziwiać na rajdzie liczne pokazy driftu. W sobotę w wynikach również zaskoczenie. Najlepiej w tych zdradliwych warunkach poradził sobie Bryan Bouffier w Mitsubishi, udowadniając że nie tylko w doskonale sobie znanym Peugeocie jest bardzo silny. Jako że pierwszego dnia Bryan stracił sporo do czołówki łapiąc kapcia, to walka o zwycięstwo w całym rajdzie toczyła się w sobotę za jego plecami. Zwycięsko z niej wyszedł Kajetan Kajetanowicz. Podobnie jak 2 lata temu, gdy wygrał tu swój pierwszy rajd w RSMP, tym razem też nikt się tego nie spodziewał. Tym większe gratulacje i na pewno napływające ze wszystkich stron życzenia dalszego rozwoju na takim poziomie i możliwości przyszłych startów na międzynarodowych arenach. Sądzę że sprawiłby tam nam wszystkim dużo radości.
A teraz czas na kaszubskie szutry, które ponownie zweryfikują formę tych którzy na Dolnym Śląsku zgłosili aspiracje do walki o tytuł – a jest takich tym razem kilku i mistrzostwa zapowiadają się niezwykle zacięte. Poza wymienionymi wcześniej doskonale pojechał trzeci w całym rajdzie Michał Sołowow. Wysoką formą zaskoczył także powracający ‘emeryt’ Czopik. Oby tylko sponsorzy dopisali, żeby odbyło się jak nawięcej z zaplanowanych rajdów.
|